Tuż po sobotnim meczu z USA w Katowicach, mimo zmęczenia, Sebastian- specjalnie dla Was- cierpliwie odpowiedział na kilkanaście naszych pytań. Poruszonych zostało wiele kwestii, począwszy od najbardziej aktualnych- reprezentacyjnych, na bardziej przyziemnych- związanych z komfortem- kończąc. Miłej lektury.
Tegoroczny sezon we Włoszech zakończyłeś stosunkowo wcześnie. Udało Ci się odpocząć?
Pierwszy raz od niepamiętnych czasów mieliśmy cztery tygodnie wolnego, także 2 tygodnie spędziłem we Włoszech, dwa tygodnie w Polsce. Jak na tak długą przerwę, udało się odpocząć, chociaż to nie był czas na leżakowanie, byczenie się. Trzeba było zrobić wiele rzeczy: zakończyć sezon we Włoszech, przygotować się jakoś do sezonu reprezentacyjnego... Zatem owszem- wypoczynek, ale aktywny.
Czeka Was bardzo długi i trudny sezon reprezentacyjny. Nie obawiasz się, że odbije się to na Twoim zdrowiu?
Jeżeli się przygotowuje człowiek dobrze, wszystko jest dobrze, z głową ułożone, a następnie bazuje się na tym, co się zrobiło w trakcie przygotowań, to nie powinno być żadnych problemów. Ja, jak na razie- odpukać- większych problemów nie mam. Cały zespół również nie miał- do tego tygodnia. Ostatnio troszeczkę zaczęło się sypać, ale to nie ze względu na złe przygotowanie, ale na wypadki losowe. Daniel Pliński skręcił nogę- pech, na który nie ma się wpływu, dwóch się rozchorowało pod wpływem podróży- w samolocie było bardzo zimno, klimatyzacja bardzo mocno działała. Martwić może jedynie Dawid, któremu dają się we znaki stare, nawarstwione dolegliwości sprzed kilku lat. Jak jednak powiedziałem- jeśli się dobrze pracuje, to nie powinno być żadnych problemów.
Tak się złożyło, że Daniel nabawił się kontuzji w zderzeniu... z Tobą...
No niestety, jestem takim chodzącym nieszczęściem dla innych... Podczas przygotowań zderzyłem się z Krzyśkiem Ignaczakiem, gdy graliśmy w piłkę nożną: podkręcił staw skokowy. Później z Danielem, również podkręcił staw skokowy, a w trakcie meczu z Japończykami spadł mi na nogę Wojtek Grzyb. Na szczęście nogi nie skręcił, ale miał jakieś problemy i następnego dnia grał z opatrunkiem na kostce. Jestem zatem troszeczkę niebezpieczny.
Podczas spotkań, gdy na boisku nie ma Piotra Gruszki, zastępujesz go w obowiązkach kapitana. Czy koledzy słuchają i wykonują to, o co ich prosisz, czy też musisz czasem użyć mocniejszych słów?
Nie, tu nie ma czegoś takiego, to nie wojsko. Każdy wie, za co odpowiada i co ma robić na boisku, także nie trzeba nikogo musztrować, prowadzić za rękę. Każdy jest profesjonalistą, gra w siatkówkę ładnych kilka lat, czy nawet kilkanaście niektórzy, także wiemy, do czego dążymy. Jesteśmy grupą zgranych ludzi. Poza boiskiem nie musimy się lubić, ale na boisku znamy swój cel, dlatego problemów nie ma. Można powiedzieć, że pro forma jestem kapitanem na boisku, ale nie uważam, żebym muszę kogoś ciągnąć, czy prowadzić. Chociaż- czasami trzeba na kogoś krzyknąć, zmobilizować. No niestety- czasami pada to na mnie, czasami- na innych zawodników.
Dobrze się czujesz w takiej roli?
To nie ma dla mnie znaczenia. Generalnie: czy byłbym kapitanem na boisku pod nieobecność Piotrka , czy nie, podejrzewam, że byłoby bardzo podobnie. Wydaje mi się, że zachowywałbym się tak samo,a na pewno podobnie.
A w przypadku takich sytuacji jak dzisiaj- z kontuzją Wlazłego- czy one bardzo wybijają Was z koncentracji? Trudno jest później poskładać z powrotem drużynę, by grała tak, jak poprzednio?
To zależy... zależy jak się kończy. Dzisiaj[przyp. red.: 12.08-kontuzja Mariusza Wlazłego] akurat skończyło się dobrze. Zdecydowały dwie dobre zmiany w końcówce: wszedł Michał Winiarski, który skończył trzy bardzo trudne piłki, wszedł z ławki na ostatnią wymianę wszedł Piotrek Gruszka. Bardzo dobrze zaatakował piłkę, po tej akcji skończył się mecz. Może nie zdobył bezpośrednio punktu, ale na pewno utrudnił przeciwnikowi wykonanie skutecznego ataku. Widać, że mamy potencjał w zespole i w przypadku takich nieoczekiwanych sytuacji, jak dzisiaj, mamy na szczęście ławkę: zawodników, którzy potrafią wejść, pociągnąć grę. To cieszy.
Właśnie- wchodzenie z ławki- w końcu nie jesteś rozgrzany, wchodzisz na jedną- może nawet decydującą- akcję. Czy jest to trudniejsze od gry od początku?
Na pewno jest trudniejsze, z tym, że trzeba się umieć do tego przygotować. Nie można przeprowadzić takiej samej rozgrzewki, jak zawodnicy, którzy grają od początku, bo jeżeli wystartuje się z wysokiego pułapu, rozgrzeje się bardzo mocno na początku- później organizm wyziębia się . Wtedy ciężko ponownie wrócić, chociaż można powiedzieć, że taka atmosfera, jaka panuje w Polsce, na polskich parkietach, nie dopuszcza do tego, by organizm sie wyziębił- w przenośni i dosłownie. Atmosfera jest bardzo fajna, gorąca, napięta... Dodatkowo- temperatura też robi swoje. Nie chcę mówić ile było na hali, ale było bardzo gorąco.
Jeszcze a propos ostatnich piłek- widzisz jakąkolwiek różnicę między kończeniem ostatniej akcji- seta, spotkania- a którejkolwiek innej?
Zależy. To są ułamki sekund i ciężko jest w ogóle myśleć, czy jest to ostatnia piłka, czy nie. Czasami wykonuje się to instynktownie: czy obronę, czy zagrywkę, czy też właśnie atak. Jest to efektem lat pracy, ilości powtórzeń na treningach. Wielokrotnie jest nawet tak, że instynkt i wyuczone odruchy same prowadzą do tego, by ciało piłkę skończyło.
Nieraz podkreślałeś, że lepiej czujesz się w ataku. Nie masz czasem ochoty oddać komuś obowiązku przyjmowania zagrywek rywali?
No niestety, trzeba znać swoją rolę w zespole i ja również tę rolę muszę uszanować. Jestem tym słabszym przyjmującym, czego nigdy tego nie ukrywałem. Pomimo to, jestem jednak cały czas przyjmującym i muszę odbierać zagrywki: i te mocniejsze, i te słabsze. Jestem- można powiedzieć - takim celem: od samego początku, do końca podczas spotkań- czy to ligowych, czy też międzynarodowych. W ostatnim czasie trochę lepiej się czuję w przyjęciu- jest to właśnie rezultat godzin treningów, dużej ilość powtórzeń. Przyznam, że jestem typem takiego zawodnika, który musi troszeczkę potrenować na hali, żeby to później dobrze wyglądało.
Czy będąc na samym początku swej kariery, kiedy jeszcze istniała taka możliwość- nie rozważałeś zmiany pozycji na boisku?
Właśnie zmieniłem pozycję...na przyjmującego. Zaczęło się wszystko od rozegrania. Było się rozgrywającym, potem przez moment było się atakującym... W szkole podstawowej robiło się praktycznie wszystko- nie było czegoś takiego jak specjalizacja na pozycjach. W szkole średniej przestawiono mnie nawet na środkowego, gdzie najlepiej się czułem w tym okresie. No niestety- z wiekiem wzrost pozostał, podczas gdy inni ciągle rośli, toteż pozycja środkowego już nie była dla mnie wskazana. Później trafiłem do pierwszoligowego zespołu, gdzie zmieniałem pozycje z przyjmującego na atakującego Wiadomo jednak, że zarówno w lidze, jak i reprezentacji, trudno się takim wzrostem pokazać na pozycji atakującego, więc pozostałem na przyjęciu. Nadal jednak ocieram się czasem o atak., pamiętam na przykład, że na Mistrzostwach Świata w 2002 w meczu bodajże z Włochami, zagrałem praktycznie trzy, czy cztery sety w ataku. Nawet nieźle szło, bo wygraliśmy w sumie to spotkanie 3:2. Zdarza sie- jak mówiłem- zmieniać pozycje. Ja jestem zadowolony z tego, co robię.
Przeciwko której drużynie gra Ci się najtrudniej?
Przeciwko każdej drużynie gra sie trudno. Jest to również uzależnione od dnia, od nastawienia przeciwnika. Są rywale, którzy mają taką taktykę, że przygotowują się tylko pod jednego, czy dwóch zawodników, którym na pewno będzie się bardzo ciężko grało. Patrząc na statystyki w tym sezonie kadrowym Mariusz i ja zdobywamy najwięcej punktów- przeciwnicy to widzą i ustawiają się szczególnie pod nas. Wielką pracę ma na pewno nasz rozgrywający, musi tak grę prowadzić, żeby i nam, i całemu zespołowi było łatwiej zdobywać punkty, i żeby przeciwnik miał jak najtrudniej. Zdobywanie punktów to nie wszystko. Cała gra jest tak poukładana, żeby wygrać. To jest najważniejsze.
Współpracujecie z trenerem Lozano już ponad rok. Jakie widzisz różnice w przygotowaniach zeszło- i tegorocznych? Na co zwracacie więcej uwagi na treningach?
Przede wszystkim jest to, tak jak widać, bardziej z głową poukładane. Nie ma takiej sytuacji, jak kiedyś: rozpoczynał się sezon kadrowy, a w trakcie zgrupowania nagle z osiemnastki robiła się szesnastka, potem czternastka, potem dwunastka. Nagle nie miał kto grać i pojawiały się problemy zdrowotne. W tym roku czegoś takiego nie ma, na każdym treningu jest nas osiemnastu. Rzecz jasna zdarzają się jakieś drobne- mniejsze lub większe kontuzje, mniejsze, czy większe problemy, ale widać, że jesteśmy przygotowani do tego sezonu. To wielki plus współpracy z trenerem Lozano. Gra taktyczna jest również bardziej poukładana. Nie ma czegoś takiego, że się idzie na zagrywkę i psuje cztery- pięć piłek pod rząd. Trzeba zachować ciągłość gry. Tak naprawdę nie samą zagrywką się wygrywa. Często jesteśmy karceni, czy to przez kibiców, czy przez pseudo-komentatorów, za to, że nie zagrywamy tak mocno, jak inne zespoły. Ja to mogę skwitować w ten sposób: nie tylko zagrywka jest w siatkówce, a psucie zagrywek- dla mnie osobiście- nie upiększa gry, a nawet ją ubrzydza.
W klasyfikacjach tegorocznych rozgrywek Ligi Światowej jesteś bardzo- zdarza Ci się przeglądać statystyki, czy jesteś racje o nich informowany?
Raczej jestem informowany. Czasami sie zdarza zerknąć, ale głównie przy okazji szukania wyników innych spotkań, ich analizy, gdyż wiadomo, że jesteśmy nimi zainteresowani. W naszej grupie jest jak jest- bardzo ciasno. Każdy punkt się liczy, nawet ten mały. Konieczna jest dokładka analiza przeciwnika na następne spotkanie. Nie jest to natomiast podporządkowane śledzeniu własnych wyników.
W tym roku miałeś okazję stanąć naprzeciw Gorana Vujevićia, z którym grasz na co dzień w Perugii. Wolisz grać z nim, czy przeciwko niemu?
Odpowiem w ten sposób: po sezonie ligowym cieszyłem się że będę grał przeciwko niemu, ponieważ myślałem, że go znam bardzo dobrze i będzie nam dużo łatwiej grać przeciwko Serbii. Później okazało się, że kompletnie o Goranie nic nie wiem, bo w meczach z nami pokazał się z bardzo dobrej strony: grał bardzo dobrze, był podstawowym zawodnikiem Serbii obok Ivana Miljkovićia. Po rozmowach, które z nim przeprowadziłem- czy to w Serbii, czy w Łodzi, potwierdza się to, co mówiłem wcześniej: ważne jest bardzo dobrze przygotowanie fizyczne do tego sezonu kadrowego, a przede wszystkim zdrowie. Od tego trzeba zacząć- jeżeli nie ma zdrowia, gra się na pół gwizdka, gra się źle i człowiek szybko się męczy. Teraz natomiast widać było, że Goran jest w formie, dobrze sie czuje, wysoko skacze, kończy trudne piłki. Mam nadzieję, że tak samo będzie w nadchodzącym sezonie ligowym.
Jakie są Wasze cele na dalszą część sezonu?
Na pewno Mistrzostwa Świata. Chyba nie tylko ja, lecz wszyscy kibice, marzymy żeby zdobyć medal na Mistrzostwach Świata. Nie jestem aż takim wielkim nadziejowcem, tzn. wiadomo- każdy po cichu chciałby, żeby krążek był z najcenniejszego kruszcu, ale każdy medal na pewno by cieszył. Od iluś tam lat -w męskiej, oczywiście, siatkówce- nie byliśmy na podium. Może uda się w ewentualnych finałach Ligi Światowej wskoczyć któryś stopień podium. A na Mistrzostwach Świata? Walka o czwórkę. Będzie bardzo ciężko, bo w ewentualnej drugiej grupie mamy Rosję- nieszczęsną Rosję i nieszczęsną Serbię, z którymi nam się bardzo ciężko gra. No, ale do tego czasu jeszcze dużo wody upłynie i ciężka praca przed nami. Zobaczymy, co będzie się działo później.
Pomimo całkiem udanego sezonu w Serie A, Dawid Murek wraca do Polski. Na przejście do Włoch nie zdecydował się również Mariusz Wlazły. Zapewne i Ty otrzymałeś propozycje z polskich klubów, co ostatecznie zadecydowało o pozostaniu w Perugii?
To, że nie było propozycji z polskich klubów. Nie było chociażby z tego względu, ze mam z Perugią podpisany kontrakt na trzy lata. Podpisałem w zeszłym roku trzyletni kontrakt, czyli jeszcze zostały dwa lata. W każdym razie, gdy ktokolwiek mnie pytał, wprost mówiłem, że nie chcę jeszcze wracać do Polski, że jeszcze za wcześnie. Może to też miało jakiś wpływ na to, że kluby się ze mną nie kontaktowały. Z jednej strony cieszę się, że zostawiono mnie w spokoju, że nie męczono mnie, chociaż- z drugiej strony byłoby bardzo sympatycznie, gdyby ktoś zadzwonił, zapytał, jakie są warunki. Chociaż nie... był jeden klub- Mostostal. Ale to akurat z racji tego, że bardzo dobrze się znamy z obecnym pierwszym trenerem Kubackim, który do mnie dzwoni co jakiś czas. Rozmawiamy ze sobą, konsultujemy się, Także- owszem- były jakieś rozmowy, ale to z czystej sympatii, nie żebym wrócił w 100%. Jak mówię- większego zainteresowania moją osobą nie było.
Pozostanie na Półwyspie Apenińskim wiąże się jednak z koniecznością znalezienia szkoły dla Mai. Jest z tym jakiś problem?
Nie, nie ma problemu, ponieważ w tym roku moja córka już chodziła do pierwszej klasy. We Włoszech zaczyna się rok wcześniej. Chodzi do włoskiej szkoły, daje sobie radę. Zatrudniliśmy opiekunkę, która w wieku pięciu lat wyjechała do Włoch, obecnie jest po studiach we Włoszech, studiowała również m.in. w Japonii, także zna też język japoński. Przychodzi codziennie na godzinę, udziela korepetycji córce. Przyznam się, że jestem w wielkim szoku- bo córka naprawdę dobrze sobie radzi, czy to w szkole, czy z rówieśnikami. Cieszy fakt, że się zaaklimatyzowała w taki sposób. Myślałem, że będzie troszeczkę gorzej.
Nosisz się z myślą powrotu do kraju przed zakończeniem kariery? Kibice w Gorzowie pamiętają, iż przed wyjazdem obiecałeś, że jeszcze w tym mieście zagrasz. Jesteś obecnie bliski spełnienie tej obietnicy. Wytłumacz, na jakich zasadach wsparłbyś Gorzów i czy wyraził na to zgodę PZPS?
Szczerze powiem, że nikt nie wie. No niestety: na dzień dzisiejszy w Związku nikt bezpośrednio odpowiedzialności nie bierze, nikt bezpośrednio za nic nie odpowiada. Odpowiem w ten sposób: na dzień dzisiejszy- nie wiem. Mamy pewną umowę z Gorzowem, że jeżeli będzie taka możliwość, to zagram w GTPS-ie w play-offach. Na to jednak wpływa wiele czynników, pozostaje wciąż sporo znaków zapytania. Wydaje mi się, że w tym przypadku to klub będzie musiał porozmawiać, postarać się, by tę sprawę wyjaśnić. Ja jestem cały czas obłożony sprawami reprezentacyjnymi, dodatkowo za chwilę będę musiał wracać do Włoch na kilka kolejek, później znowu reprezentacja i ewentualne Mistrzostwa Świata... Doba jest dla mnie zbyt krótka, by jeszcze zajmować się tą sprawą. Ale jeżeli tylko będę mógł, to dlaczego nie.
W żaden sposób nie koliduje to z przepisami włoskimi?
Nie. We Włoszech nie ma z tym żadnego problemu. Co roku zawodnicy, którzy kończą sezon, mogą iść do innych klubów. W tym roku wielu zawodników pojechało do Grecji, Francji, czy do Kataru- kończyć play-offy. Istnieje natomiast we Włoszech taki przepis, że okienko transferowe jest otwarte do któregoś dnia- nie wiem, nie powiem do którego- i później jest problem ze zgłaszaniem zawodników, chyba że są jakieś problemy, kontuzje- wtedy jest to troszeczkę inaczej, indywidualnie rozpatrywane. Tak, czy inaczej- we Włoszech jest wszystko jasno postawione, natomiast w Polsce- no niestety- nie jest ta sprawa jeszcze uregulowana. Z tego co wiem, w zeszłym roku Krzysiek Janczak po zakończeniu swojego sezonu we Francji zasilił szeregi Wałbrzycha i grał jako zawodnik tego klubu w play-offach.
Na czym- poza samymi występami na boisku- polegałaby ta pomoc?
Na dzień dzisiejszy mój wizerunek jest już wykorzystywany. Ludzie starają się jakoś nakręcić całą koniunkturę wokół siatkówki w Gorzowie, m.in. korzystając z mojego wizerunku. Nowy, młody trener, z którym miałem przyjemność grać swego czasu, również do mnie dzwoni, wypytuje jak jest we Włoszech. Nie jest to zatem pomoc tylko i wyłącznie stricte sportowa- na boisku, ale również pozasportowa. Sprawa wizerunku, reklamy ma na celu przyciąganie do Gorzowa sponsorów- właśnie na zasadzie tego, że jest taka osoba w Gorzowie, że może zagrać- ludzie są zainteresowani takim sponsoringiem. Jest też sprawa spotkań z młodzieżą: zachęcanie do siatkówki, do uprawiania tego sportu. Podsumowując- wszystko się zaczyna fajnie kręcić w Gorzowie i mam nadzieję, że będzie dalej funkcjonowało, jak do tej pory.
Jesteś osobą popularną. Czy zdarza Ci się być zatrzymywanym na ulicy, proszonym o autograf, wspólne zdjęcie? Jak reagujesz na takie prośby?
Z tym nie ma żadnych problemów. Jeżeli, oczywiście, jest tylko taka możliwość, to czemu nie. Fajnie jest być rozpoznawanym, fajnie jest być osobą publiczną, chociaż czasami jest to bardzo męczące. Nie ukrywam, że czasami chce cię powiedzieć coś niemiłego. Ale wiadomo- wszystko robi się dla kibiców, dla ludzi- trzeba czasami ugryźć się w język i robić tzw. dobrą minę do złej gry. Na pewno cieszy fakt, że jest się rozpoznawanym, bo widać, że to, co robimy, jest zauważane i doceniane.
Muszę przyznać, iż dawno już nic nie wywołało tak gorącej dyskusji, jak... Twoja zmiana fryzury. Pytała Cię już o to nasza korespondentka w Olsztynie, jednak pozwolę sobie zapytać, czy masz wizję kolejnych zmian?
Nie...to był zupełny przypadek, troszeczkę szaleństwa z mojej strony. To był zakład z jednym z zawodników Perugii, gdybyśmy awansowali do finału. No niestety- awansować się nie udało. We Włoszech nie zafarbowałem włosów, ale po przyjeździe do Polski- jak mówię- troszeczkę szaleństwa w głowie. Stało się tak, jak się stało, chciałem jeszcze zapuścić troszeczkę dłuższe włosy, zobaczyć jak to będzie wyglądało, bo przyznam się, że się z takimi nie pamiętam. Wszyscy jednak twierdzą, że w tej obecnej fryzurze jest mi dużo lepiej i żebym się raczej tej właśnie trzymał. Nie jestem zamknięty w sobie, patrzę, słucham opinii innych, przyjmuję krytykę. Ale mówię- coś dla siebie również- czasami trzeba troszeczkę poszaleć.
A co miał w przypadku awansu zrobić drugi zawodnik?
Drugi zawodnik miał się ściąć na łyso. Coś za coś. Dla mnie nie byłoby większego problemu zafarbować się, natomiast w jego przypadku byłoby troszeczkę gorzej.
Mógłbyś opisać uczucia, wrażenia, jakie towarzyszą wejściu na boisko, gdy na trybunach zasiada ponad 10 tysięcy kibiców? Zauważasz ich obecność?
Zauważa się. Jestem po sezonie ligowym we Włoszech i jestem pod wielkim wrażeniem tego, co się dzieje w Polsce. Nie powinienem, bo tutaj zawsze tak było: na każdy mecz reprezentacji przychodziło dziesięć, czy jedenaście tysięcy wspaniale kibicujących ludzi. Jeżeli natomiast się gra cały rok w ciszy, spokoju, gdzie słychać własne myśli, później trzeba troszeczkę czasu, by dojść do siebie, wpaść we właściwy rytm. W końcu przychodzi jednak taki moment, że człowiek się wycisza, wyłącza, koncentruje się tylko na grze.
Czy bardziej cieszy Was wygrana przed Polska publicznością? Towarzyszą jej większe emocje, radość?
Każda wygrana cieszy. Może w Polsce jest większa presja. To znaczy może nie presja- mobilizacja- żeby wygrać. Jesteśmy spięci. Tak to można wytłumaczyć: później wychodzi, jak wychodzi i pierwsze mecze w Polsce gramy gorzej. Na wyjazdach gramy luźniej, spokojniej... Poza tym, na wyjazdach nie ma takiego dopingu. Nie dochodzi do wielu pomyłek, jak dzisiaj na przykład, czy wczoraj, gdy zderzyłem się z Dawidem. Komunikacja na boisku jest ważna, a tutaj- niestety- w takim tumulcie...
Właśnie- słyszcie się w ogóle?
Tutaj nie. Dzisiaj kilka razy Paweł zagrał na pamięć, wczoraj zresztą również. Dochodziło do nieporozumień i pomyłek. Także- ciężko jest grać w takim tumulcie. Ale...fajnie.
Jeszcze pytanie natury technicznej- trener na konferencji wspominał, że nie jest Wam zbyt wygodnie w samolotach. Jak sobie z tym radzicie?
Ja akurat nie mam problemu. Mam 1,92 m i jeszcze się mieszczę, nie jest to zatem dla mnie takie uciążliwe. Ale wiadomo- spędzić dziesięć, czy dwanaście godzin w samolocie jest wielką mordęgą. Przeważnie po takiej podróży kostki i kolana są spuchnięte. Nie chcę już nawet mówić o zawodnikach, mających 2 metry wzrostu i nie mieszczących się w siedzeniach, którzy muszą szukać miejsca- na kolana przede wszystkim- poza siedzeniami. Ostatnio np. Łukasz Kadziewicz spał na podłodze między siedzeniami.
Jak wygląda Wasz tydzień pomiędzy kolejnymi weekendami Ligi Światowej?
Trudno powiedzieć, to zależy od wyników, jakie osiągamy. W tygodniu, który mija[przyp. red.- tydzień przed meczami w Spodku], nie mieliśmy praktycznie żadnego dnia wolnego. Przyjechaliśmy z Japonii dosyć późno- w poniedziałek wieczorem, we wtorek po południu już mieliśmy zajęcia w Katowicach. Żadnego wolnego nie było. Natomiast nadchodzący tydzień będzie troszeczkę luźniejszy: wstępnie mamy poniedziałek wolny, pół wtorku- ewentualnie do kolacji- wolne. We wtorek spotykamy się popołudniu bądź wieczorem w Poznaniu. W środę normalnie- dwa treningi, czwartek- dwa treningi, w piątek jeden- przygotowanie do meczu, przedstawienie założeń taktycznych i praktyka. Sobota rano: trening, mecz- popołudniu. Później- w zależności od wyniku- jutro np. nie mamy treningu, tylko sam stretching w hotelu. Jak będzie w Poznaniu? Trudno przewidzieć. Zobaczymy.
Dziękujemy za rozmowę.