Alicja Nowaczyk:Można powiedzieć, że jesteś skazana na sport...
Olga Świderska: Tak, pochodzę z wybitnie usportowionej rodziny: mama świetnie jeździ na nartach (jest członkiem GOPR-u oraz instruktorem), pływa- jest wykładowcą na gorzowskiej AWF. Tata jest trenerem koszykówki,
siatkówki i piłki nożnej. Również ciocie i wujkowie są nierozerwalnie związani ze sportem, dlatego też zarówno ja, jak i moja młodsza siostra kontynuowałyśmy rodzinne tradycje.
Moje początki były dosyć skomplikowane- najpierw trenowałam gimnastykę artystyczną, jednocześnie chodząc na basen. Działo się to, gdy byłam jeszcze w przedszkolu, w podstawówce trafiłam do klasy o profilu pływackim, w której spędziłam cztery lata. To jednak nie było to, co chciałam robić- zmieniłam szkołę i tam zetknęłam się z koszykówką. Nawiasem mówiąc dyrektorem tej placówki był- i wciąż jest- mój tata, prowadzący wtedy treningi z dziewczynami rok starszymi, toteż po własnych zajęciach zostawałam na drugi trening. Bardzo ciężka praca, jednak dała efekty, gdyż wraz z kilkoma dziewczynami trafiłyśmy do składu Stilonu Gorzów. Początkowo występowałyśmy w drugiej lidze, trenując jednocześnie z koszykarkami grającymi w pierwszej. W miarę, jak nasze umiejętności wzrastały, miałyśmy możliwość przejścia do pierwszego składu.
Profesjonalne treningi są wymagające- zajmują przede wszystkim dużo czasu. Jak udało Ci się pogodzić je ze szkołą, życiem?
Owszem, jest trudno, ale jakoś mi się udało. Szkołę "zaliczyłam" w normalnym trybie- nie byłam pewna, czy mogę pozwolić sobie na indywidualny tok nauczania- jak koleżanki- ale podołałam. Zresztą- dzięki treningom poznałam Sebastiana.
Jak się poznaliście?
Chłopaki mieli trening zaraz po nas. Prowadził ich świetny trener, z którym mieliśmy swego rodzaju rytuał: zawsze przychodziłam na halę, obserwowałam ich trening, po czym przychodził trener- zawsze z pytaniem: "To co dzisiaj jemy?", zwykle były to winogrona i sok- tak siedzieliśmy, a ja czekałam aż skończą i gdzieś z Sebą pójdziemy.
A propos jedzenia, czy też raczej gotowania... Słyszałam, że świetnie radzisz sobie w kuchni.
Uwielbiam gotować, sprawia mi dużą satysfakcję, gdy ludziom smakuje to, co jedzą. Moim marzeniem jest założyć w przyszłości restaurację.
Wracając jednak do koszykówki- skończyłaś AWF, jaką wybrałaś specjalność?
Pracę magisterską pisałam z fizjologii, specjalność- nauczycielska.
Wiążesz swoje plany z pracą w szkole?
Nie. W czasie studiów miałam praktyki w szkole, potem- w Kędzierzynie- pracowałam przez jakiś czas w gimnazjum. Z jednej strony to właśnie zadecydowało, iż stanowczo nie mam zamiaru pracować w szkole, z drugiej jednak pozwoliło mi z innej strony spojrzeć na zawód nauczyciela. O ile początkowo praca z chłopakami układała mi się bardzo trudno, jednak po jakimś czasie zmienili swój stosunek- sporą rolę odegrała pewnie męska duma- w końcu jak można przegrać z kobietą... Teraz mam dwójkę swoich dzieci, a one zapewniają mi wystarczająco dużo rozrywek.
Właśnie- dwójka małych dzieci- musisz mieć oczy dookoła głowy?
Tak, tzn. Tomek to mały diabełek, wszędzie go pełno, na szczęście ciągle jest tu ze mną mama Sebastiana. Tak na marginesie, to jesteśmy z teściową przyjaciółkami- wszyscy się dziwią, nikt nie wierzy, ale to prawda. Jest super.
A jak dzieci znoszą długie rozłąki z tatą?
Jak to dzieci. Maja jest starsza, rozumie że tata wyjeżdża, by grać w reprezentacji. Oczywiście jest jej ciężko, bardzo tęskni. Na otarcie łez widuje tatę w telewizji, a gdy Sebastian wraca- prezenty, jakie jej przywozi. Z Tomkiem jest trudniej- wiadomo- jak wytłumaczyć dwulatkowi, że tata jedzie do pracy? Zawsze mówi: "tata pacy nie", co znaczy "tata do pracy nie". Bardzo się cieszy, gdy go widzi w telewizji. Gdy słyszy jego głos, przybiega i krzyczy "cicho tato". Za to jak już mają tatę w domu... nie odstępują go na krok, naprawdę trudno się do niego dopchać, bo wszędzie pełno dzieci [uśmiech]. Teraz na przykład, Tomek nie chce wypuścić Seby na trening, bo się boi, że znów na dłużej gdzieś idzie.
Pewnie, gdy dłużej nie widzą Ciebie, masz podobne powitanie.
W pewnym sensie tak, ale nie zawsze. Po pierwsze jego nie ma częściej, a po drugie- jak już mówiłam, to ja jestem tą, która zakazuje, trzyma porządek...
To chyba nie zawsze jest łatwe, tym bardziej, że praca Sebastiana jest wymagająca- mam na myśli dość częste zmiany miejsca zamieszkania. Lubisz się przeprowadzać? Myślisz o powrocie do Polski?
Tak, nawet bardzo. Bardzo lubię poznawać nowe miejsca, ludzi, języki i kultury. Wiem, że to nie jest zbyt dobre dla dzieci, lecz nie wyobrażam sobie również życia "na dwa domy"- my tam, Sebastian tu. Teraz, po kilku latach spędzonych we Włoszech, dochodzę do wniosku, że najlepszym wyjściem byłoby pozostanie tutaj aż do chwili ukończenia przez Maję szkoły podstawowej. Wiem, że do Polski wrócimy, bardzo tęsknię za przyjaciółmi, bliskimi, za domem... Wiem jednak, że nasza rodzina nie jest "normalna", dlatego też wymaga specjalnych poświęceń. W końcu wiedziałam, na co się piszę wiążąc się z Sebą, nie jestem zła, że życie toczy się takimi torami. Poza tym- przeprowadzki kształcą- kiedyś nie przypuszczałam, że będę mieszkała we Włoszech, znała włoski na tyle, by swobodnie rozmawiać z ludźmi.
W którym miejscu mieszkało Ci się dotychczas najlepiej?
W domu, w Gorzowie. Może myślę tak dlatego, że tak rzadko tam bywamy... Gdy jesteśmy w Gorzowie, a Sebastian ma chwilę wolnego, nie chce się nigdzie ruszać, chce pomieszkać trochę w domu, takim prawdziwym, rodzinnym domu. W końcu, spędzając tyle czasu w hotelach, chwile spędzone w normalnym domu są bardzo cenne. Podoba mi się również u mojego wujka- na Mazurach. Mamy tam ziemię i być może kiedyś tam właśnie wybudujemy nasz dom...
Kto w Waszym domu jest głową rodziny? Jak wygląda podział obowiązków?
Sebastian jest głową, ale ja szyją- beze mnie się nie odwróci. Poważniejsze decyzje podejmujemy razem, konsultujemy. Co do podziału obowiązków- raczej o niego trudno, z racji tego, że Seby często nie ma. Stara się jednak robić wszystko, o co go poproszę, odbiera dzieci ze szkoły... Trudno mówić o jakimś sztywnym podziale, ale ogólnie- stara się pomagać.
Musisz mieć w sobie coś z psychologa- w kim, jak w kim, ale w rodzinie Sebastian ma mocne oparcie. Jakie masz sposoby na podniesienie go na duchu po porażce?
Przede wszystkim- nie naciskam. Sebastian nie jest wylewny, gdy chce porozmawiać, przychodzi, żali się. Nacisk na niego nie skutkuje, wręcz przeciwnie- wywołuje dokładnie odwrotne efekty, zamyka się wtedy jeszcze bardziej. Trzeba być cierpliwym, to normalne, że często jest zmęczony, więc po prostu najlepiej jest się przytulić i nie zadawać zbędnych pytań. Milczenie jest taką oznaką zrozumienia. Za to dzieci zawsze mają u niego fory- chociażby był bardzo zmęczony, zawsze znajdzie trochę sił, by się z nimi powygłupiać.
Czy odczuwasz już wzrost popularności związany z sukcesem na Mistrzostwach Świata? Nie obawiasz się, że zaburzy to porządek i rytm, jaki sobie wypracowałaś?
Nie sądzę, by coś miało się diametralnie zmienić. Gdybyśmy mieszkali w Polsce, na pewno mogłabym spodziewać się zamieszania wokół Seby, ale tutaj jest spokojnie. Dostaliśmy gratulacje od znajomych i przyjaciół, ale nic poza tym. Owszem, dzwonią dziennikarze, przeprowadzają z Sebastianem wywiady telefoniczne, ale to żadna nowość, do tej pory też tak bywało. Po prostu Seba nie jest typem człowieka, któremu imponuje bycie sławnym. Jest taki sam, niezależnie od sytuacji, więc nie sądzę, by sława mogła mu uderzyć do głowy, sam zresztą powiedział, że przed nim dużo pracy- ma ambicję bycia mistrzem olimpijskim, jak zresztą chyba każdy z zespołu.
W kwestii przyjaciół- czy żony siatkarzy trzymają się razem?
Nie wiem, jak pozostałe, ale ja bardzo przyjaźnię się z Dorotą Murek, która jest matką chrzestną Tomka. Znamy się od dawna, zawsze trzymamy się razem. Bardzo żałuję, że Dawid nie gra już w Modenie, gdyż te 300 km to było dla nas nic, więc widywałyśmy się często. Tutaj, w Perugii, przyjaźnię się z Michaelą Sciurpa, córką prezydenta RPA. Mamy dzieci w podobnym wieku, Maja i Aisee są przyjaciółkami. My również się dobrze dogadujemy, pomagamy sobie wzajemnie, wspieramy...
Odwiedzasz stronę Sebastiana?
Jeśli tylko mam internet, to codziennie, o ile nie kilka razy dziennie, sprawdzam co słychać na stronie Seby. Zresztą, on również codziennie tam zagląda. Korzystając z okazji, chciałabym oczywiście pozdrowić wszystkich Gości. Bardzo nas cieszy, że tak wielu "do nas" zagląda.