Świderski: Cóż za emocje!
Polak miał wkład w sukces nad swoim byłym zespołem.

Augusto Serrani
il Resto del Carlino

To był jego mecz: na niego czekał, jego się obawiał, ale nie miał chociaż odrobiny zamiaru stać przed swoim byłym zespołem, w którym spędził cztery gorące i ważne lata.

"Moje wzruszenie było wyraźne już od samego wejścia do Pala Evangelisti - przyznaje Sebastian Świderski - w jednym momencie przypomniałem sobie cztery wspaniałe sezony. Właśnie z tego powodu początek meczu był dla mnie dość trudny, ponieważ miałem kłopot z grą przeciwko swoim byłym kolegom z zespołu a także przeciwko publiczności, z którą osiągnąłem wcześniej wielką zgodność. To wrażenie na szczęście jednak trwało krótko i myślę, że w końcu przyczyniłem się do cennej wygranej Lube"

Spodziewałeś się, że będzie tak łatwo?
"Uczciwie powiem, że nie. Myślę że zagraliśmy bardzo rzeczowe i uważne spotkanie ale osobiście oczekiwałem czegoś więcej ze strony Perugii, lepszej gry. Popełniali bardzo wiele błędów i w ważnych momentach ułatwiali nam zadanie, ale wygraliśmy ponieważ zespół odpowiadał dobrze."

Po prawie 40 dniach wróciliście do gry w przekonującym stylu. Zgadasz się z tym?
"Wydaje mi się, że rezultaty są dla wszystkich widoczne. W Perugii było widać wspaniałą Lube która pokazała pozytywne rzeczy takie jak zagrywka, regularnie skuteczna i drążąca, obronę, zawsze gotową do rzucenia się za piłką, atak i przyjęcie w dużym stopniu pozytywne. Dobra gra Lube i oczywiście trzy punkty dały nam czwarte miejsce, chociaż wydaje mi się że w tabeli jest bardzo ciasno, szczególnie w drugiej jej części."

Życzeniem było by zacząć ponownie grać tak, jak przed przerwą.
"Jest jasne, że w meczach które pozostały nam do rozegrania w ramach rundy zasadniczej nie możemy sobie więcej pozwolić więc jesteśmy prawie zobligowani zwyciężać. W Perugii w dużym stopniu zrobiliśmy to, co musieliśmy. Wydaje mi się, że zespół obrał słuszną drogę, teraz musimy w tym wytrwać."

Na początek w następnym meczu wyjazdowym z Taranto?
"Nie grali bardzo dobrze, ale przyszedł nowy trener [Radames Lattari -przyp.red] więc w niedzielę, we własnej hali będą chcieli zagrać maksymalnie dobrze. To będzie dla nas trudny test, ale chociaż podróż jest bardzo długa i męcząca postaramy się przywieźć do domu zwycięstwo".

Zajmujecie czwarte miejsce, razem z Padową: po bardzo trudnym początku teraz może powrócić uśmiech?
"Rzeczywiście początek sezonu był dosyć dramatyczny ale wszyscy byliśmy przekonani, że rozwiązując problemy i pracując, będziemy w stanie znaleźć jakieś dobre rozwiązanie. Wyniki, które teraz osiągamy potwierdzają to, dlatego możemy sobie pozwolić na uśmiech ale nie obniżamy gardy. Naszym obowiązkiem jest to kontynuować ponieważ nie jesteśmy do końca usatysfakcjonowani, chociaż droga którą obraliśmy - w co wierzymy wszyscy - jest właściwa."


/11.12.2007/